» Interweniujemy w przypadkach okrucieństwa wobec zwierząt

» Ratujemy i znajdujemy nowe domy dla psów i kotów

» Prowadzimy działania związane z ochroną zwierząt gospodarskich oraz działalność edukacyjną

» POMÓZ NAM POMAGAĆ - nasz numer konta:
79 1600 1462 0008 6657 5050 6001

Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Zwierząt "Animals"
Inspektorat w Braniewie
ul. Katedralna 9, 14-500 Braniewo

Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Zwierząt OTOZ Animals
inspektorat w Braniewie


ul. Katedralna 9
14-500 Braniewo



tel: 781 015 201
tel: 514 839 198
gg: 13876099
e-mai: m.hynko@otoz.pl


Czynne:
Pon. - Pt: 1000 - 1600


BNP PARIBAS
Oddział Braniewo
79 1600 1462 0008 6657 5050 6001


Jesteśmy organizacją pożytku publicznego- OPP uprawnioną do otrzymywania 1% podatku.
Nasz numer wpisu do Krajowego Rejestru Sądowego: 0000069730


www.braniewo-otoz.strefa.pl

Interwencje



Koń Przewalskiego, gatunek, który na skutek ekspansji człowieka został całkowicie wytępiony na wolności. Dopiero w drugiej połowie XX wieku udało się konia Przewalskiego przywrócić naturze, mimo to nadal jest to gatunek zagrożony całkowitym wyginięciem. Jego przetrwanie zależy od wyobraźni i wysiłku ludzi.
W Braniewskim ZOO mieliśmy również konia Przewalskiego. Osoby, które odwiedzały nasz ogród zoologiczny mogły zobaczyć małego konika pasącego się na dużym trawiastym terenie. Żył tak przez wiele lat, nie chorował, nie wymagał interwencji weterynaryjnej, jedynie co pewien czas konieczne było werkowanie jego kopyt.
Nasz koń był dziki, nikt nie mógł do niego podejść. Był bardzo sprytny, nie raz próbowaliśmy przed werkowaniem kopyt zwabić go do poskromu lub do pomieszczenia, w którym zimą chronił się przed chłodem. Nigdy nam się to nie udawało, bo zawsze, gdy wszedł do poskromu albo szopy, to w jakiś sposób wyczuwał, że zbliża się człowiek, wychylał głowę, sprawdzał gdzie są ludzie i umykał. Parę razy jacyś zwyrodnialcy próbowali go ukraść. Na szczęście nigdy im się to nie udawało. Rano pracownicy ZOO dostrzegali na jego szyi zarzuconą metalową linę i ciągnący się po ziemi sznur.
Półtora roku temu sprowadziliśmy do ZOO lekarza weterynarii z Elbląga z Palmerem. Palmer to aplikator pneumatyczny za pomocą którego można zdalnie z dużej odległości podać środek usypiający po to, by po jakimś czasie można było podejść do śpiącego zwierzęcia. Musieliśmy zrobić werkowanie kopyt konia Przewalskiego. Wtedy przez kilka godzin próbowaliśmy złapać i unieruchomić konia. Lekarz, który aplikował środek usypiający działał w porozumieniu z weterynarzami z ZOO w Oliwie. Dawka, jaką podaliśmy naszemu koniowi miała być jak najbardziej bezpieczna dla zwierzęcia. I taka była. Ale nie podaliśmy mu dawki, która by go całkowicie uśpiła. Wówczas zauważyliśmy na jednej z dolnych kończyn konia bulwę. Ponieważ była z nami lekarka weterynarii specjalista chorób koni, zapytaliśmy, czy powinniśmy usunąć tę narośl. Powiedziała nam wtedy, żebyśmy tego nie ruszali, że nic z tym się nie dzieje, bulwa nie krwawi, nie boli. Lekarka powiedziała nam, że gdybyśmy zdecydowali się na przeprowadzenie operacji dzikiego konia, to jak wyobrażamy sobie przeprowadzenie procesu gojenia się jego rany? Jak wyobrażamy sobie dbanie o ranę na kończynie u zwierzęcia, którego nie można złapać na kantar, któremu nie można podać domięśniowo leków? Każde szycie, operacje na kończynach u koni, których nogi ciągle się ruszają, jest z góry skazane na złe gojenie się. Posłuchaliśmy mądrej rady tej lekarki.
Około dwóch miesięcy temu do braniewskiego ogrodu zoologicznego przyjechali weterynarze pracujący w ZOO w Poznaniu. Przyjechali po niedźwiedzie, które zabierali do Poznania, przy okazji jednak pomogli zrobić werkowanie kopyt konia Przewalskiego, podając mu silny środek usypiający, po którym zwierzę natychmiast straciło świadomość. Wtedy zabieg się udał. Trzy tygodnie temu przyjechali do Braniewa ponownie. Przyjechali po to by usunąć bulwę na kończynie konia Przewalskiego. Podano mu znowu narkozę. Za każdym razem podając koniowi tak silną dawkę, weterynarze ponosili ryzyko, że zwierzę tego nie przeżyje. I tak jak przewidziała nasza lekarka rana zaczęła się źle goić. Wobec tego po dwóch tygodniach przyjechali po raz trzeci. I znowu narkoza. Operację wykonali nocą z czwartku na piątek. Rano koń Przewalskiego już nie żył.
Zdajemy sobie sprawę, że operację przeprowadzali lekarze weterynarii, fachowcy, którzy mają do czynienia z dzikimi zwierzętami. Zdajemy sobie również sprawę z tego, że ktoś, kto zlecał tę operację chciał dobrze. Jednak wciąż mamy wątpliwości, czy wycięcie tej bulwy było konieczne? Jeśli nic się nie działo, po co ją wycinano? Chyba, że działo się coś złego i konieczne było usunięcie bulwy. Czy ludzie mający do czynienia z dzikimi zwierzętami nie mogli przewidzieć, że rana będzie się źle goić? Że tak częste narkozy mogą spowodować śmierć wyczerpanego nimi zwierzęcia? Koń Przewalskiego w Braniewie żył ponad 20 lat, mógł jeszcze żyć dłużej. Pozostał niesmak.
Wiemy, że Urząd Miasta bez wiedzy którego podjęte zostały decyzje o poddaniu konia Przewalskiego licznym narkozom w przeciągu krótkiego czasu, zażądał wyjaśnień. Urząd Miasta zadecydował ponadto o przeprowadzeniu sekcji zwłok konia, by ustalić przyczynę jego śmierci. Prosimy o nie wyciąganie pochopnych wniosków, zanim nie będziemy mieć pełnych informacji o powodzie usunięcia narośli.

© Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Zwierząt OTOZ "Animals" inspektorat w Braniewie.